Przez trzy lata żyłam w trybie przetrwania.
Choroba obojga rodziców, nocne pobudki, agresja mamy, ucieczki taty.
Nosiłam to sama – na zewnątrz i w środku.
Ciało było jak beton.
Prawe ramię odmówiło posłuszeństwa.
Płakałam nocami, rano udając, że wszystko jest „w porządku”.
W pewnym momencie poczułam, że… już mnie nie ma.
Oddychałam bez życia.
Pierwsza sesja TransOddech™ była jak otwarcie okna po długiej zimie.
Ciepło. Ulga. Pierwszy spokojny wdech od lat.
Wtedy zaczęło się moje zakochanie w życiu.
Nie z głowy, nie z analizy a z ciała.
I tę drogę chcę Ci pokazać.